Creative Commons License

Autorem poniższego opracowania jest dr Piotr A. Dybczyński z Instytutu Obserwatorium Astronomiczne UAM w Poznaniu.


POCHODZENIE KOMET - CZĘŚĆ I

Od Chaldejczyków do 1947.999

Problem natury i pochodzenia komet jest jedną z najstarszych, nierozwiązanych do końca zagadek w dziejach astronomii, mającą swoje początki u zarania naszej cywilizacji. Komety są najprawdopodobniej najbardziej prymitywnymi, pierwotnymi ciałami naszego układu planetarnego spośród obserwowanych obecnie i z tego powodu ich badanie jest nierozerwalnie związane z pytaniami o powstanie Układu Słonecznego, formowanie się gwiazd itp.

Zagadnienie pochodzenia komet wiąże więc najdawniejsze spekulacje filozoficzno-przyrodnicze z najnowszymi osiągnięciami astrofizycznymi. W ostatnich latach zaobserwować można stały wzrost zainteresowania astronomią kometarną, co najbardziej spektakularnie podkreśliła armada pięciu stacji kosmicznych witająca kometę Halley'a w 1986 roku. Wyniki tych i następnych badań bardzo istotnie zwiększyły posiadaną przez nas ilość informacji o kometach. Następuje gwałtowny rozwój teorii kometarnych, rewizja wcześniejszych modeli poprzez uwzględnianie najnowszych wyników obserwacyjnych.

Obserwacja komety Halley'a
Obserwacja komety Halley'a
zapisana pismem klinowym.

Babilon, 3000 BC, narodziny astronomii

Archeologowie odkryli ogromną ilość tabliczek z pismem klinowym na terenie dawnej Asyrii i Babilonu, stanowiących niemal ciągły zapis bieżących wydarzeń, w tym bardzo wiele obserwacji astronomicznych, sięgających niemal 3000 lat przed Chrystusem. Materiał astronomiczny zawarty w tej "literaturze" zawiera między innymi liczne wzmianki o obserwacjach komet, meteorów i spadków meteorytów.

Niemal od początków pisma jako takiego pojawiają się informacje, świadczące o tym, że starożytne ludy środkowego i bliskiego wschodu znały i często odnotowywały zjawiska takie jak pojawienie się komety, spadającej gwiazdy, kule ogniste i bolidy oraz roje meteorów. Obserwacje te nie były przypadkowe. Wręcz przeciwnie widać wyraźnie bardzo duże zainteresowanie ówczesnych społeczeństw zjawiskami tego typu. Zapisy pisma klinowego świadczą też o wyraźnej świadomości poza-ziemskiej, astronomicznej natury tych zjawisk.

Istnieje szereg dowodów na to, że zjawiska kometarne i ich pochodne (np. deszcze meteorów) odgrywały bardzo istotną rolę w codziennym życiu wszystkich społeczności w pierwszym okresie rozwoju cywilizacji. Fragmenty żelaza meteorytowego umieszczane były już 3000 lat p.n.e. w piramidach egipskich a słowo "żelazo" w najstarszych językach pochodzi wprost od frazy "metal z nieba". Tak więc wiedza o tych zjawiskach była już dobrze ugruntowana gdy najstarsi chaldejscy astronomowie- kapłani w Babilonii rozpoczęli regularne obserwacje astronomiczne. Zapiski tych najdawniejszych astronomów mają głównie charakter dzienników obserwacyjnych i nie zawierają bezpośrednio ich poglądów na naturę obserwowanych zjawisk.

Seneka Młodszy
Seneka Młodszy

Poglądy te możemy poznać jedynie ze znacznie późniejszego źródła, mianowicie z pism Seneki (4 BC - 65 AD). Poświęcił on cały tom na opis zjawisk kometarnych i meteorowych i cytuje tam opinie dwóch astronomów greckich pracujących w Bizancjum: Epigenesa (330 BC lub 200 BC) oraz Apolloniusza Myndusa (330 BC lub 200 BC). Obaj twierdzili, że pracowali wśród astronomów chaldejskich ale przekazali na pozór całkowicie sprzeczne informacje o ich poglądach.

W relacji Epigenesa chaldejczycy uważali komety za zjawiska atmosferyczne, ogniste wiry gwałtownych wiatrów. W relacji Apoloniusza Myndusa zaklasyfikowali komety do wędrujących gwiazd czyli planet i nawet próbowali wyznaczać ich orbity. Ta pozorna sprzeczność może wynikać z mylnego utożsamiania przez relacjonujących astronomów zjawisk meteorowych i kometarnych. Szczegółowy opis osiągnięć astronomii chaldejskiej jak też ciekawe przypuszczenia i interpretacje ówczesnych wierzeń i opinii o silnych związkach zjawisk astronomicznych z wydarzeniami na Ziemi można znaleźć w [1], str. 11-39.

Sokrates
Sokrates
Platon
Platon

Grecki uczony Anaksymander (610 - 545 BC), uważany za twórcę pierwszej mapy Świata Zamieszkanego i za popularyzatora babilońskiego gnomonu wśród Greków stworzył też ogólny opis i interpretację zjawisk przyrodniczych. Planety i gwiazdy uważał za wiry ognia, widziane jedynie dzięki otworom w otaczających je powłokach. Jakkolwiek uważał komety za wiry ognia to umieszczał je razem z gwiazdami daleko poza sferą Słońca i Księżyca. Poglądy innych greckich uczonych z tego okresu, wymienione w tabeli zamieszczonej na końcu niniejszego wykładu są opisane szerzej w [1], str.46-55.

Kolejny, ważny etap w rozwoju poglądów na naturę wszechświata miała trójka wielkich uczonych-filozofów greckich: Sokrates (469 - 399 BC), Platon (428 - 358 BC) i Arystoteles (384 - 322 BC). Kombinacja ich poglądów stanowiła podstawę wszelkiej naukowej myśli na Bliskim Wschodzie i w Europie przez następne 2000 lat. Etap ten odznaczał się wyraźnym przesunięciem zainteresowań z prób wyjaśniania obserwacji w stronę swobodnych spekulacji myślowych o naturze, materii, czasie itp. W tym też okresie słabło przekonanie o ścisłym związku zjawisk niebieskich (niejednokrotnie traktowanych jako przejawy aktywności bóstw) na rzecz poglądu, że swoje kłopoty zawdzięczamy często samym sobie i najwłaściwsze są tu rozważania natury moralno-filozoficznej i społecznej. Spowodowało to przesunięcie astronomii (a szczególnie obserwacji astronomicznych ) na dalszy plan.

Arystoteles
Arystoteles

Arystoteles 384 - 322 BC

Uważał, że nieruchoma Ziemia stanowiąca środek świata jest otoczona 9 koncentrycznymi sferami, zawierającymi kolejno Księżyc, Merkurego, Wenus, Słońce, Marsa, Jowisza i Saturna. Komety, meteory i Droga Mleczna umieszczone zostały wewnątrz sfery Księżyca jako ogniste zjawiska w górnych warstwach atmosfery, w sferze ognia, gdzie od ciepła promieni słonecznych zapalają się gazowe wyziewy z Ziemi. Powiązał pojawienie się kilku komet z suszami, burzami i innymi klęskami dając być może początek dwutysiącletniemu przekonaniu o tym, że komety są zwiastunami wszelkich nieszczęść.

Seneka 4 BC - 65 AD

Napisał ( cytat za [4]): Nie mogę się zgodzić, że kometa to tylko ogień, to raczej jeden z wiecznych tworów przyrody [...] Kometa ma własne miejsce między ciałami niebieskimi [...] ona przebywa swą drogę i nie gaśnie tylko oddala się. Nie będziemy się dziwić, że praw ruchu komet jeszcze nie odkryto [...] nadejdą czasy, gdy wytrwały trud ujawni tę skrytą jeszcze przed nami prawdę [...].

Tycho Brahe 1546 - 1601

W 1577 roku wykazał, że obserwowana przez niego kometa musiała znajdować się co najmniej cztery razy dalej niż Księżyc. Udowodnił mianowicie obserwacyjnie, że paralaksa horyzontalna (inaczej dobowa) tej komety musiała byś mniejsza niż 15 minut kątowych a zatem odległość większa od 230 promieni Ziemi. Przed nim, w 1538 roku Fracastoro ( a po nim Apian ) opublikował pogląd, że warkocze komet są zawsze zwrócone od Słońca. Uważał komety za wyziewy planetarne lecz krążące po orbitach kołowych a nawet nieco eliptycznych, poza orbitą Wenus. Trzeba jednak pamiętać, że Tycho nie przyjął teorii heliocentrycznej.

Kepler 1571 - 1630

W 1607 Kepler obserwował kometę ( Halleya ) i opublikował szczegółowy "Raport o włochatej gwieździe". W 1618 roku sugerował, że warkocze komet mogą być spowodowane jakiegoś rodzaju promieniowaniem słonecznym. Uważał komety za ciała międzygwiazdowe, poruszające się po orbitach prostoliniowych. Proces powstawania komet nazywał "pogrubianiem" czyli analogonem swobodnej akrecji w przestrzeni.

Heweliusz 1611 - 1687

Uważał tory komet za nieco wykrzywione, wklęsłe od strony Słońca. Heweliusz Wykazał, że muszą się znajdować poza atmosferą Ziemi. Dzieło Heweliusza w Śląskiej Bibliotece Cyfrowej

Zobacz też Komety i Jan Heweliusz.




Nieszczęścia spowodowane pojawieniem się komety:
deszcz ognisty, złe promieniowanie i zabójstwo papieża.
Drzeworyt z „Prognostyki krakowskiej” Mikołaja z Szadka (Kraków, 1532).

źródło: http://www.wiw.pl/astronomia/eseje/historia/marcin/z-rys06.asp

H.Hurnik [3], str.10-12 : W wiekach XV i XVI zaobserwowano stosunkowo dużo komet, bo łącznie 21. Powstało w tym czasie kilka spisów komet i towarzyszących im katastrof. Wyjątkiem w tej literaturze jest wydane w 1668 r. trzytomowe dzieło Polaka Stanisława Lubienieckiego Theatrum cometicum, w którym autor spisał zdarzenia zarówno pozytywne jak i negatywne towarzyszące pojawianiu się komet i doszedł do wniosku, że nie ma podstaw do uznania komet za znaki złowróżbne.

Jedna z map nieba z dzieła Lubienieckiego.

W drugim tomie pt. "Historia universalis omnium cometarum" Lubieniecki opisał łącznie 415 komet "od czasu potopu do roku 1665". Są wśród nich także opisy i ilustracje komet obserwowanych przez Kopernika w latach 1531, 1532 i 1533. Pierwsza z nich to kometa Halleya. W tłumaczeniu polskim niektóre z tych opisów podał Jan Gadomski:

"Roku Świata 1657, tj. przed narodzeniem Chrystusa 2312 lat, gdy Noe miał lat 600. Wtedy potop zalał całą Ziemię. Pojawiła się wówczas kometa w Rybach pod Jowiszem, która w czasie 29 dni przebiegła wszystkie znaki zodiaku (wg D. Herlicjusza opisu komet z roku 1607)" - według Kamieńskiego była to kometa Halleya.

"W Roku Świata 2018, przed narodzeniem Chrystusa 1949 lat, gdy Abraham miał lat 70, pokazała się w Chaldei kometa w Baranie pod Marsem, która była widoczna przez 27 dni (wg Herlicjusza)".

"Roku Świata 2128, przed narodzeniem Chrystusa 1841 lat, pokazała się kometa w Egipcie w znaku Lwa (wg Herlicjusza)".

Inne przykłady opisów komet z Historia Polonica Jana Długosza podał J. Dobrzycki:

Rok 1024. "Przepowiednią dość wyraźną była jego (Bolesława Chrobrego) śmierci była kometa, wielkim światłem błyszcząca tak, iż ludzie zaraz zmiarkowali, że męża i króla wielkiego niebo wezwie do swej chwały".

Rok 1211. "Tegoż roku, w miesiącu Maju ukazała się kometa, która ogon swój rozciągając od wschodu ku zachodowi, przez dni osiemnaście błyszczała na niebie, a jako najbardziej wysuniona ku krajowi Ruskiemu, wróżyła im klęskę, którą roku następnego poniosły od napadu Tatarów".

Rok 1468. "Ukazała się pod te czasy w krańcu Niedźwiedzicy, albo jej ogona, pomiędzy wschodem i północą. A gdy ta po dniach piętnastu bieg swój ukończyła, zaraz inna znowu na zachodzie wybłysnęła, jeszcze świetniejsza i z rzęsistszą miotłą, a bieg jej trwał podobnież dni piętnaście. Zjawienie się tych dwóch komet wiele ludzi przestrachem napełniało: już wtedy wróżono z nich jakie klęski, mór, głód, odmianę królestw, albo zgon którego z panujących. Nie tylko bowiem między uczonymi, ale i u ludu prostego utrzymuje się to mniemanie., że komety są przepowiedniami upadku państw lub monarchów".

Rok 1508. "Gwiazda z miotłą ognistą, o której było mniemanie, że zwiastowała koniec jego (Kazimierza Odnowiciela) i życie i panowania, ciągle przez kilka nocy jaśniała na niebie".

W.Ley [6] str. 153-154: Wielka liczba jasno świecących komet w ciągu piętnastego i szesnastego wieku dała naturalnie asumpt do sporządzania ich wykazów. Nie wiemy, ilu wystraszonych mieszczan czy zaciekawionych duchownych spisywało listy komet na użytek prywatny. Pierwszy drukowany ich rejestr, który zestawił paryski lekarz Antonius Mizaldus (Antoine Mizauld), ukazał się w Paryżu w roku 1544 pod tytułem Cometographia. Nie jest on w żadnym wypadku kompletny, podaje natomiast po każdej z wymienionych komet przypisywaną jej wpływowi klęskę. Oto kilka przykładów z popularnych wówczas wykazów komet (zaczerpniętych wprawdzie nie z książki Mizaulda, ale przypominających ją stylem i tonem):

Anno 942 pojawiła się kometa i wkrótce potem nastąpił wielki pomór zwierząt domowych i innych.

Anno 1477 była kometa i wówczas zamordowano w Nantes wyniosłego Karola Burgundzkiego.

Anno 1531 i 1533 widziano komety i w owym czasie z pomocą szatana pojawili się heretycy.

Drugą księgę rejestrującą komety opracował Szwajcar, Ludwig Lavater. Oryginał napisany po łacinie (Cometarum omnium fere catalogus) wydrukowano w Zurychu w 1556 roku, po z górą stuleciu, w roku 1681, książkę przełożono na język niemiecki i uaktualniono. Ducha epoki najlepiej bodaj oddaje pewien niemiecki hymn religijny, bez wątpienia śpiewany niegdyś w kościołach z należytą powagą. Znamy go z wydrukowanej ulotki o komecie, która pojawiła się w roku 1661 - wydaje się jednak dawniejszy. Nie znamy jego autora ani melodii:

Komety zawsze były Znakami gniewu Boga i oznaczają Burzę, głód, zarazę i straszne powodzie Trzęsienia ziemi i zmiany, śmierć władców, Czyż zatem nabożni mają rozpaczać? Nie, ale w dobrej wierze głosić: Gdyby nawet ziemia i niebo miały się rozpaść na części Bóg jest mym portem i mą kotwicą.

Psychoza doszła do szczytu wraz z pojawieniem się bardzo dużej i jasnej komety w roku 1680. Obok zwykłej powodzi broszur wszelkiego rodzaju i objętości, o rozmaitym nasileniu zabobonu, we wszystkich językach zachodnioeuropejskich (zaskakujące, jak mało wiemy o strachu przed kometami w ówczesnej Rosji - fakt ten może mieć najróżniejsze przyczyny, od stoicyzmu po brak pras drukarskich), w roku tym pojawiły się dwie nowości. Pierwszą było wybicie medalu dla upamiętnienia komety. Drugą, wieści z Rzymu, głoszące, że w czasie, gdy kometa widoczna była na niebie, "dziewicza kura" zniosła jajko z jej wizerunkiem na skorupce! Owo "kometowe jajo" doczekało się nawet ilustracji i poważnego omówienia w numerze z 20 stycznia 1681 roku francuskiego czasopisma naukowego "Journal de Savans".

Kolekcja starych rycin kometarnych.

Zanim jednak pojawiła się w 1680 roku kometa powodująca powstawanie cudownych jaj, doszedł do głosu zdrowy rozsądek. Polski szlachcic Stanisław Lubieniecki - w późniejszym okresie życia przebywający w Amsterdamie i Hamburgu, gdzie jak się wydaje zajmował się handlem, gdyż miał pewne powiązania z kwitnącą podówczas holenderską Kampanią Wschodnio-Indyjską - opublikował dwa tomy in folio zatytułowane "Theatrum Cometicum". Dzieło ukazało się w Amsterdamie w roku 1677. Podobnie jak książki Mizoulda i Lavatera, stanowiło wykaz wszystkich komet widzianych gołym okiem oraz towarzyszących im wydarzeń. Lubieniecki wszakże włączył do swego rejestru również pomyślne zdarzenia; stanowią one prawie połowę odnotowanych faktów. W takim razie, stwierdza Lubieniecki, nie ma powodu, by obawiać się komet. Jego rozumowanie sprowadza się w przybliżeniu do tego: skoro bilans nie jest ani "dobry" ani "zły" komety nie mają nic wspólnego z wydarzeniami na Ziemi.

Zaledwie w pięć lat później Francuz Pierre Bayle, profesor filozofii w Rotterdamie, napisał "Lettre, ou il est prouve que les Cometes ne sont point le presage d'aucun malheur". Określenie owej pracy jako "listu", który "dowodzi, iż komety nie zapowiadają klęsk", trudno traktować dosłownie, bo wypełnia on dwa tomy, ustępujące wszakże rozmiarami dziełu Lubienieckiego. Pierwsze jednotomowe wydanie ukazało się w Kolonii w roku 1682, trzecie (dwutomowe) w Rotterdamie w 1699. Uczony niemiecki Johann Christoph Gottsched, mający jako krytyk poważny wpływ na literaturę niemiecką owych czasów, uznał "list" Bayle'a za godny przetłumaczenia. Tekst w przekładzie Gottscheda opublikowano w Hamburgu w 1741 roku. (koniec cytatu z Willy Ley'a).

Halley (1656-1742) i Newton (1642-1727)

Tabela Halley'a
Pierwsza część słynnej Tabeli Halleya z elementami komet,
pochodząca ze wskazanego obok francuskiego wydania.

W 1680 i 1681 roku obserwowane były jasne komety. Powstał spór czy mogła to być ta sama kometa. Newton uważał że nie. Flamsteed (1646-1719), pierwszy Astronom Królewski, wykazał, że była to ta sama kometa i że poruszała się po paraboli. Przyjaźń Newtona i Halleya pozwoliła temu ostatniemu na uzyskanie z pierwszej ręki informacji o prawie powszechnego ciążenia. W 1682 roku był jednym z obserwatorów komety, której orbitę postanowił spróbować wyliczyć w 1695. Poprosił w liście Newtona : "by rozważył, jak dalece ruch komety może zostać zakłócony przez ośrodki przyciągania Saturna i Jowisza [...] i jaką różnicę mogą one spowodować w okresie obiegu po bardzo wydłużonej elipsie". W 1705 roku Halley opublikował pracę, w której zamieścił zestaw 24 obliczonych przez siebie orbit komet, opierając się na teorii newtonowskiej.

Oryginał francuskiego wydania Tablic
Astronomicznych Halleya z roku 1759
(plik PDF z Google Books)

Na podobieństwie orbit komet z lat 1531, 1607 i 1682 Halley oparł swoje przypuszczenie, że jest to jedna i ta sama kometa. Komentarz Halley'a do tej tabelki: Wiele faktów każe mi sądzić, że kometa z 1531 roku, obserwowana przez Apiana, jest tą samą, którą w roku 1607 opisał Kepler i Longomontanus i którą ja sam obserwowałem w 1682 roku. Wszystkie elementy zgadzają się prawie dokładnie; jedynie nierówność okresów, z których pierwszy trwa 76 lat i 2 miesiące, a drugi 74 lata i 10.5 miesięcy, jak gdyby przeczy przypuszczeniu o tożsamości. Różnica ta nie jest jednak tak wielka, aby nie można było jej przypisać jakimś przyczynom fizycznym. Wiemy, że ruch Saturna jest tak zakłócany przez inne planety, a zwłaszcza przez Jowisza, iż czas jego obiegu znamy z dokładnością tylko kilku dni. O ileż bardziej powinna podlegać takim wpływom kometa, oddalająca się cztery razy bardziej niż Saturn [...]. Dlatego stanowczo ośmielam się zapowiedzieć jej powrót w 1758 roku. Jeśli powróci, to nie będzie już żadnego powodu do wątpienia, że i inne komety powinny także powracać do Słońca. (cytat za: Ziołkowski, [5]. str. 28).

Newton jednak do końca życia wiązał komety z katastrofami, twierdząc, że co jaki czas kometa może spaść na Słońce, powodując katastroficzne zjawiska na Ziemi.

Buffon (1707-1788)

Sformułował w 1745 r. hipotezę, że planety powstały na skutek zderzenia komety ze Słońcem. Miało ono spowodować wyrzut znacznych ilości materii ze Słońca, dając początek planetom.

Kant (1724-1804)

W 1755 roku opublikował "Powszechną historię naturalną niebios", w której zawarł swoje poglądy na powstanie Układu Słonecznego a w tym i komet. Jego zdaniem, świat stworzony przez Boga dalej ewoluuje według praw właśnie odkrytych przez Newtona. W jego teorii ciała Układu Słonecznego powstawały ze stopniowego zagęszczania się początkowo rozproszonej, pierwotnej materii a siły newtonowskie odpowiedzialne są za spłaszczenie układu tych ciał. Poszczególne ciała istnieją dopóki nie spadną na Słońce. Po zniknięciu wszystkich, centralna gwiazda może wybuchnąć i proces tworzenia się układu planetarnego rozpocznie się od nowa. Uważał, że pomimo istotnych różnic, komety powstały razem z planetami. Różnice w ruchach i wyglądzie uznał za skutek innego miejsca powstania z pierwotnej mgławicy protosłonecznej ( dalej od Słońca ). Argumentował, że mimośrody orbit i masy rosną wraz z odległością od Słońca ( było to przed odkryciem Urana w 1781 r ), masy komet powinny więc być porównywalne z masami wielkich planet. Ponieważ jednak, twierdził, na wielkich odległościach akrecja ciał odbywa się znacznie wolniej więc zamiast wielkiego ciała powstało wiele małych. Było to pierwsze, globalne potraktowanie powstania i ruchu ciał Układu Słonecznego ale hipoteza wspólnego powstania komet i planet została źle przyjęta. Hipoteza Kanta była ważną antycypacją późniejszej teorii Laplace'a i stąd ta ostatnia jest często nazywana teorią Kanta-Laplace'a. Od czasu Halley'a i Newtona szybko rosła liczba obserwacji i orbit komet. Okazało się, że poza kilkoma wyjątkami, komety te poruszały się po wyraźnie parabolicznych orbitach. Dokładność obserwacji i rachunków nie pozwalała jednoznacznie odróżnić orbit parabolicznych od eliptycznych o dużym mimośrodzie czy nawet hiperbolicznych, jednakże okresowość ruchu komet była często podważana. Przeważali w owym czasie zwolennicy poglądu, że komety przybywają spoza naszego systemu planetarnego. Debata: słoneczne czy międzygwiazdowe rozpoczęła się więc w połowie XIX wieku.

Laplace (1749-1827)

W roku 1770 przypadek komety Lexella dowiódł, że samo analizowanie elementów orbit nie daje jednoznacznych odpowiedzi. Wyliczona orbita tej komety była wyraźnie eliptyczna, jednakże kometa nigdy nie powróciła do Słońca z powodu silnych perturbacji od Jowisza. Współczesne rachunki mówią, że pozostaje ona jednak na orbicie eliptycznej i powróci do peryhelium w 2061 roku, mając jednak odległość peryhelium poza orbitą Jowisza.

W roku 1796 Laplace opublikował pierwszą wersję swej teorii a w roku 1805 wydał swoje monumentalne dzieło "Mechanique Celeste". Dzieło to miało stanowić podsumowanie dotychczasowych odkryć i teorii astronomicznych Układu Słonecznego. Zawarł w niej między innymi swoją teorię powstania układu planetarnego znaną jako mgławicowa hipoteza Laplace'a. Jakkolwiek ta szybko i powszechnie przyjęta hipoteza objaśniała doskonale obserwowane fakty dotyczące planet i Słońca, nie wyjaśniała ona pochodzenia komet, które ze swoimi wielkimi zwykle mimośrodami nie pasowały zupełnie do spójnego obrazu. Pojawiły się też wkrótce inne trudności: w 1798 roku odkryto dwa księżyce Urana - Titanię i Oberona, których wsteczny ruch zupełnie nie pasował do jednolitego obrazu dynamiki układu planetarnego. Ponadto znany już wówczas powolny ruch rotacyjny Słońca nie odpowiadał przewidywaniom dynamicznym modelu Laplace'a.

Laplace odrzucił hipotezę o wspólnym pochodzeniu komet i planet i powrócił do głoszonego m.inn. przez Keplera poglądu o międzygwiazdowym pochodzeniu komet. W ten sposób trwająca ponad dwa tysiące lat debata: atmosferyczne czy kosmiczne, po odrzuceniu hipotez atmosferycznego pochodzenia komet, została zastąpiona trwającą do dziś debatą: słoneczne czy gwiazdowe ?

W roku 1808 i 1812 swoje poglądy na pochodzenie komet opublikował Wiliam Herschel. Twierdził, że komety wędrują przez przestrzeń międzygwiezdną zbierając materię tam rozproszoną i gubiąc ją potem w trakcie wielokrotnych zbliżeń do gwiazd. Po każdym zbliżeniu do gwiazdy kometa staje się bardziej zwarta i zwiększa swoją gęstość a jeśli utraci całkowicie lotne składniki staje się podobna do planety.

Od roku 1812 datuje się debata pomiędzy Laplace'm a Lagrange'm na temat pochodzenia komet. W 1813 roku Laplace opublikował swoją teorię pochodzenia komet z przestrzeni międzygwiazdowej. Pogląd Laplace'a wydawał się być w zgodzie z obserwacjami. Jeżeli przestrzeń międzygwiazdowa jest wypełniona kometami to przy założeniu braku ruchu Słońca powinniśmy obserwować głównie bliskoparaboliczne orbity komet. Na wyjaśnienie istnienia pewnej grupy wyraźnie eliptycznych komet Laplace zaproponował mechanizm pochwycenia komet przez planety podczas rzadkich ale możliwych ciasnych zbliżeń komet i planet. Jako przykład posłużyła mu kometa Lexella. Poglądy te zyskały szybko wielu zwolenników, również ze względu na podobieństwo do ówczesnych hipotez kosmologicznych. Rozwijając swoją hipotezę Laplace wprowadził jeszcze dwa inne nowe pojęcia: sferę oddziaływania Słońca i sferę widzialności komet. Pierwsza była konieczna do zdefiniowania obszaru, w którym oddziaływanie grawitacyjne Słońca jest dominujące. Laplace przyjął nieco intuicyjnie promień sfery oddziaływania Słońca na 100000 AU. Jako sferę widzialności zdefiniował obszar, w którym kometa może być zaobserwowana z Ziemi. Przyjął, że promień tej ostatniej wynosi ok. 2 AU i pokazał, że z 5713 komet umieszczonych początkowo na odległości 100000 AU i spadających w sferę widzialności tylko jedna będzie miała orbitę hiperboliczną. Zdecydowana większość pojawi się na orbitach bliskoparabolicznych. Niektóre z nich mogą następnie zmniejszyć swoją orbitę na skutek perturbacji planetarnych.

Kluczowym punktem hipotezy Laplace'a było założenie o nieruchomości Słońca względem międzygwiazdowego tła komet. Założenia tego Laplace nawet nie sformułował, pomijając po prostu uzyskane 20 lat wcześniej wyniki Herschela (1783), również wbrew pracy Gaussa (1815) zwracającej uwagę na istotność tego faktu.

Odkrycie w latach 1801 i 1802 planetoid Ceres i Pallas ponownie skomplikowało dodatkowo prosty obraz stwarzany przez hipotezę Laplace'a. Przynajmniej niektóre ciała Układu Słonecznego posiadały orbity o wyraźnych nachyleniach i mimośrodach. Mimo, że do roku 1807 liczba znanych planetoid wzrosła do 4 Laplace nie zainteresował się tym faktem.

Lagrange (1736-1813)

Już w roku 1802 Olbers wyraził przypuszczenie, że planetoidy mogą być częściami rozpadłej większej masy, planety poruszającej się pierwotnie pomiędzy Marsem a Jowiszem a rozerwanej siłami wewnętrznymi lub zderzeniem z kometą. W czasie gdy Laplace rozwijał swoją teorię międzygwiazdową i publikował kolejne jej wersje, Lagrange rozpoczął rozważania na temat warunków koniecznych wybuchowego powstania komet w procesie rozpadu planet, zaproponowanym przez Olbersa. W 1814 roku ukazała się praca Lagrange'a, stanowiąca rozwinięcie tego pomysłu. Lagrange twierdził, że rozpad planety może być zjawiskiem częstym a zachodzący wybuchowo może powodować umieszczanie powstałych fragmentów na typowych orbitach kometarnych. Wyliczył on konkretne wartości prędkości wyrzutu komet z planet, niezbędne dla umieszczenia ich na typowych, prostych i wstecznych orbitach o dowolnych nachyleniach. Istotna przewaga poglądu Lagrange'a nad hipotezą Laplace'a polegała na wyraźnym wskazaniu mechanizmu powstania i materiału budulcowego komet. Lagrange nie porównywał swoich wyników z obserwacjami komet bliskoparabolicznych.

Tezy jego rozwinął F.F.Tisserand, pokazując, że dla uzyskania parabolicznej orbity komety z odległością perihelium mniejszą od 2 AU niezbędne jest szczegółowe dobranie prędkości wyrzutu i jego kierunku. W praktyce wydaje się to mało prawdopodobne a w powiązaniu z dużą liczbą komet długookresowych przemawia przeciwko hipotezie ich planetarnego pochodzenia.

Krytyka Laplace'a, problem ruchu Słońca.

Pominięcie ruchu Słońca przez Laplace'a zostało podkreślone już wcześniej. Ostatecznie realność tego ruchu potwierdził Argelander w roku 1837 ale upłynęło szereg następnych lat zanim astronomiczna społeczność odnotowała istotność tego faktu dla problemu pochodzenia komet. Mohn (1860) i Carrington (1860) zauważyli, że jeśli Słońce porusza się względem międzygwiazdowego tła to należałoby oczekiwać wyraźnej przewagi komet przychodzących z kierunku, w który Słońce zmierza. Carrington próbował w populacji 133 znanych komet znaleźć stopień zagęszczenia periheliów wokół anty-apeksu Słońca i ze zdziwieniem stwierdził, że są one rozmieszczone na sferze prawie równomiernie. Dopiero jednak Schiaparelli (ok. 1860) wskazał na wielką czułość otrzymanego przez Laplace'a tzw. "ekscesu parabolicznego" na fakt pominięcia ruchu Słońca. Pokazał on, że jeśli przyjmiemy ruch Słońca względem tła międzygwiazdowego to z obserwacji ( czyli zdecydowanej przewagi orbit bliskoparabolicznych ) wynika, że Słońce jest jednoczenie prawie w spoczynku względem tła kometarnego. Wyprowadził stąd pogląd, że Słońce jest otoczone chmurą komet poruszającą się razem z nim. Stwierdził więc, że przynajmniej obecnie komety są związane ściśle z Układem Słonecznym. Pomimo jasności argumentacji wyniki te nie zostały zaakceptowane przez następne 30 lat. Dopiero w 1893 roku Fabry udowodnił w szczegółowym badaniu słuszność poglądów Schiaparellego i ich istotność w powiązaniu z hipotezą Laplace'a.

Problem anizotropii

Schiaparelli nie był pierwszym, który wskazywał, że rachunki Laplace'a pomijają istotne fakty. Już w 1812 Bode przedstawił wstępną analizę rozkładu periheliów komet na sferze niebieskiej. Spośród innych autorów między innymi Hoek (1865,1866,1868) wskazał, że jakkolwiek rozkład ten jest w przybliżeniu jednorodny to przy szczegółowej analizie można zauważyć tendencję do grupowania się periheliów. Sugerował, że komety poruszają się w przestrzeni międzygwiazdowej grupami. Co prawda już Cole (1823) wykazał, że komety w przestrzeni zawsze znajdują się w sferze oddziaływania której z gwiazd, ale jego teza, sprzeczna z wnioskami Hoecka, została po cichu pominięta.

Problem wychwytu

W tym okresie rosła wciąż liczba komet o znanych orbitach a poród nich liczba komet o orbitach zdecydowanie eliptycznych. Ze znanych pod koniec XIX wieku 270 obserwowanych przejść komet 20 zostało zaklasyfikowanych jako definitywnie okresowe ( 11 komet obserwowanych więcej niż jeden raz ), 48 miało wyznaczone orbity eliptyczne a pozostałe ( ponad 200 ) paraboliczne lub słabo hiperboliczne ( 6 czy 7 przypadków).

Szereg argumentów wskazywało coraz wyraźniej, że grupa komet okresowych powinna być traktowana oddzielnie. Przykładowo ich nachylenia do płaszczyzny ekliptyki są zwykle niewielkie, ruch jest zwykle prosty ( a nie wsteczny ) co silnie sugeruje wspólne pochodzenie z Układem Planetarnym (Peirce,1849) podczas gdy ich orbity są podobne do orbit planetoid, których coraz więcej odkrywano po 1845 roku. Doprowadziło to Alexandra (1851) do sformułowania hipotezy o wspólnym pochodzeniu komet okresowych i planetoid z rozpadu jednego, macierzystego ciała. Można też było grupować znane komety okresowe w "rodziny", według podobieństwa okresów lub odległości apheliów do której z planet. Prowadziło to do hipotezy, że członkowie takiej rodziny komet mogą stanowić pozostałości po rozpadzie jednej, większej komety, które zbliżyła się nadmiernie do planety. Poważniejszą pracę statystyczną nad podziałem komet okresowych na rodziny zaprezentował Roller (1870), który podał listę ponad dwudziestu komet związanych w jaki sposób z planetami. W przeciwieństwie do powyższych, duża grupa komet o długich okresach i bliskoparabolicznych orbitach poruszała się w przestrzeni znacznie przekraczającej rozmiary Układu Słonecznego a rozkład ich nachyleń do ekliptyki był zbliżony do przypadkowego. Tak więc komety krótkookresowe i długookresowe zaczęły być rozpatrywane jako osobne grupy.

Jednymi z pierwszych, zakrojonych na dużą skalę prac nad teorią wychwytu planetarnego, jako mechanizmu powstania komet krótkookresowych były prowadzone w latach 1878-1893 analityczne rachunki Huberta Newtona. Wykazał on możliwość powstania populacji komet krótkookresowych o niewielkich nachyleniach i prostym ruchu z komet bliskoparabolicznych. Pokazał on jednak, że mechanizm ten jest bardzo mało wydajny: z miliarda komet na początkowych orbitach parabolicznych, wchodzących po raz pierwszy w sferę oddziaływania Jowisza 2670 zmniejszyło swój okres obiegu poniżej dwukrotnego okresu Jowisza, 839 miało okres mniejszy od jowiszowego (12 lat) a tylko u 112 z nich okres wyniósł mniej niż połowę okresu orbitalnego Jowisza. Ze wspomnianych 839 otrzymanych komet krótkookresowych 257 miało nachylenia poniżej 30 stopni a tylko 51 nachylenia ponad 150 stopni. Najsłabszym punktem hipotezy wychwytu planetarnego była jego niska efektywność.

Również w tym okresie R. A. Proctor w serii prac wskazywał, że mechanizm wychwytu przez planety komet krótkookresowych z populacji komet długookresowych ma za małą wydajność by wyjaśnić obserwowaną stosunek ilościowy jednych do drugich. Skłoniło go to do stwierdzenia, że komety krótkookresowe pochodzą z rejonu układu planetarnego i, biorąc pod uwagę ich prawdopodobny, krótki czas życia powstają w tym rejonie nadal. Przywołuje to na myśl hipotezę Lagrange'a. Wkrótce jednak pojawiło się konkurencyjne wytłumaczenie. Bredichin (1889) sugerował, że duża liczba komet krótkookresowych może wynikać z ich częstego rozpadu na skutek sił pływowych od planet. Znane były wówczas już konkretne przypadki rozpadu komet. Poglądy Laplace'a cieszyły się jednak dalej niesłabnącym powodzeniem.

Odrzucenie hipotezy Laplace'a

Pod koniec XIX wieku pojawiły się jednak coraz większe trudności w utrzymaniu hipotezy Laplace'a. Kolejne prace inspirowane przez poglądy Schiaparellego i Seeligera oraz publikacja Fabry'ego coraz dobitniej uświadamiały znaczenie problemu ruchu Słońca. Poglądy dotyczące komet bliskoparabolicznych zmieniły się na tyle, że zaczęto przyjmować, iż są one również stałymi członkami Układu Słonecznego i jeśli przyjąć wspólne pochodzenie, ta właśnie grupa ciał może okazać się ważna dla stworzenia poprawnego obrazu powstania naszego systemu planetarnego.

Dodatkowo pojawiły się prace Moultona (1900) i See (1909), które stwierdzały, że hipoteza Laplace'a jest niemożliwa z przyczyn dynamicznych. Argumenty te były ostatnim gwoździem do trumny dla hipotezy międzygwiazdowej Laplace'a i z początkiem XX wieku problem pochodzenia komet i całego Układu Słonecznego pozostawał otwarty.

Przeżywa najlepiej przystosowany

Pogląd, że komety z grupy bliskoparabolicznych również należą do Układu Słonecznego został wkrótce wsparty pracami Stromgrena (1914), który wykazał, że obserwowane przypadki orbit hiperbolicznych dadzą się wyjaśnić oddziaływaniem planet na początkowo eliptyczne orbity komet. Coraz powszechniej uważano, że podczas narodzin Układu Słonecznego powstało bardzo wiele różnych komet, tyle że te o mniejszych okresach w większości przypadków już nie istnieją. Obecne komety krótkookresowe są raczej produktem wychwytu z grupy komet bliskoparabolicznych. Zauważalne jakościowe różnice, małe nachylenia i przewagę ruchów prostych tłumaczono efektami selektywnego działania perturbacji planetarnych na wzór darwinowskiego mechanizmu selekcji.

Komety krótkookresowe

Nadal pojawiały się prace, podkreślające zasadnicze trudności przy rozpatrywaniu hipotezy o planetarnym wychwycie komet, a istotnym parametrem stała się liczba nowych komet krótkookresowych pojawiających się w systemie. Crommelin (1929) pokazał, że wychwyt daje średnio jedną nową kometę na stulecie co wydaje się liczbą zdecydowanie zbyt małą i stąd skłonił się do teorii Lagrange'a o wulkanicznych eksplozjach na planetach jako źródle komet. Należy pamiętać, że w owym czasie generalnie uważano, iż Słońce i planety są podobnymi ciałami mającymi po kilkadziesiąt milionów lat. Planety, jako mniejsze zdążyły ostygnąć jednakże poza najmniejszymi wszystkie powinny zawierać płynne wnętrze. Ponadto dalsze prace nad "rodzinami" komet skłaniały do planetarnych teorii o pochodzeniu komet. Dla komet o dłuższych okresach proponowano pochodzenie związane z poza-plutonową, nieodkrytą jeszcze planetą, której istnienie dodatkowo tłumaczyłoby obserwowane anomalie w ruchu planet zewnętrznych (Pickering,1909). Z drugiej strony mechanizm erupcji wulkanicznych i rekondensacji produktów w ciała kometarne nasuwał szereg wątpliwości aż do prac odrzucających ten mechanizm włącznie. Russell w 1920 roku pokazał też, że większość "rodzin" kometarnych, może poza jowiszową to czyste efekty statystyczne nie mające podłoża fizycznego lub dynamicznego.

Teoria słoneczna.

Jedną z ważnych grup komet są komety "muskające" Słońce, czyli takie, których perihelia leżą blisko powierzchni Słońca. Niektórzy autorzy (np. Chamberlin, 1928) proponowali więc słoneczne pochodzenie komet. Eksplozje o wystarczającej energii mają miejsce a wzrastająca liczba obserwacji spektroskopowych wskazywała. iż komety są generalnie zbudowane z materii typu słonecznego.

Teoria ta napotykała jednak na szereg trudności. Po pierwsze oznaczałoby to, iż wszystkie komety pierwotnie miały bardzo małe odległości perihelium co powoduje konieczność wskazania mechanizmu zmiany tego elementu. Mechanizm ten musiałby być niezwykle skomplikowany i efektywny aby wytłumaczyć istniejącą przewagę komet bliskoparabolicznych o sporych odległościach perihelium. Druga trudnić to pytanie jak gorąca materia słoneczna mogłaby kondensować i tworzyć obiekty typu meteorytowego, z których jak sądzono zbudowana jest kometa.

Wciąż brakowało więc wspólnej teorii pochodzenia komet, dla bliskoparabolicznych zwykle zakładano jaką modyfikację hipotezy mgławicy proto-słonecznej, dla krótkookresowych, wobec ciągle powracającego problemu efektywności mechanizmu wychwytu, proponowano warianty pochodzenia słonecznego lub planetarnego.

Wiek Układu Słonecznego

W tym okresie poczyniono znaczne postępy w badaniach nad ewolucją gwiazd (np Russell 1925). W szczególności wiek Układu Słonecznego należało pomnożyć przez sto, co doprowadziło do zgodności z niezależnymi wyznaczeniami wieku meteorytów i wieku Ziemi. Planety nie mogły być dalej uważane z ostygłe ciała typu słonecznego i teoria o wybuchach na planetach jako źródle komet straciła część argumentów. Kontynuując prace Tisseranda (1889), Fayeta (1911) i Newtona (np.1893) Russell (1920) badał szczegółowo mechanizm wychwytu planetarnego. Jakkolwiek jego wyniki dyskredytowały prosty mechanizm dotychczas proponowany to sugerował on kilka modyfikacji mogących uratować tę teorię. Zwrócił on między innymi uwagę na kumulowany efekt małych perturbacji oraz przywołał dawne argumenty o możliwych rozpadach komet. W końcu lat dwudziestych powrócono więc do traktowania komet krótkookresowych jako powstałych z populacji komet bliskoparabolicznych. Jednakże poprawienie wieku Układu Słonecznego spowodowało kolejny kłopot, tym razem dotyczący komet bliskoparabolicznych. Nawet te na bardzo wydłużonych orbitach musiały od swego powstania razem z całym układem wykonać tak wiele obiegów, że dziś nie powinniśmy obserwować komet wcale!

Złapane ostatnio ?

Powyższy paradoks doprowadził Bobrovnikova (1929) do zaproponowania zmodyfikowanej wersji międzygwiazdowej hipotezy Laplace'a. Idąc za pomysłem Nolke'go (1909) twierdził, że obserwowane obecnie komety zostały wszystkie niedawno ( rzędu miliona lat temu ) schwytane podczas przechodzenia Słońca wraz z układem planetarnym przez gęstą chmurę komet i meteorytów. Pewnego poparcia dostarczał tej hipotezie fakt. że Słońce porusza się obecnie oddalając się od mgławic w Orionie. Potencjalnie dużą trudność stwarza tej hipotezie pogląd Laplace'a, że komety chwytane są perturbacjami planetarnymi co wobec małej efektywności takiego mechanizmu stwarzało konieczność zakładania niezwykle dużej gęstości materii w chmurze międzygwiazdowej. Jeżeli jednak taka chmura może istnieć, to hipoteza wydawała się prawdopodobna i dodatkowo tłumaczyła brak orbit hiperbolicznych ( proces wychwytu się już zakończył ). Bobrovnikov otworzył w ten sposób nowy rozdział w debacie: słoneczne czy międzygwiazdowe ? Jakkolwiek hipoteza zakładała istnienie nie obserwowanej, gęstej chmury materii stwarzała ona możliwość rozwiązania problemu wieku komet bliskoparabolicznych. Po raz pierwszy pojawił się też pogląd, że żyjemy obecnie w uprzywilejowanej epoce, przynajmniej jeśli chodzi o obserwowalność komet bliskoparabolicznych. Oczywiście takie wydarzenia jak proponowany wychwyt z gęstego obłoku mogły i mogą się powtarzać, nie mniej podważa to przyjmowaną zwykle jednorodność czasową procesów w naszym kosmicznym otoczeniu.

Rozwiązanie Opika

Hipoteza Bobrovnikova wynikała z założenia, że wszystkie komety w równym stopniu podlegają z czasem zniszczeniu jak to obserwowano w przypadku komet krótkookresowych. Jednakże komety są w zasadzie nieaktywne poza bezpośrednim otoczeniem Słońca, tak więc można wyobrazić sobie populację "nieśmiertelnych" komet mających dostatecznie duże odległości perihelium. Tak więc niekoniecznie wszystkie komety powstałe razem z całym Układem Słonecznym musiały dawno przestać istnieć. Trzeba jednak wskazać mechanizm przekształcania orbit komet, leżących początkowo poza sferą widzialności, tak aby podeszły do Słońca dostatecznie blisko.

W ważnej pracy, opublikowanej kilka lat po pracy Bobrovnikova, Opik (1932) zauważył, że perturbacje gwiazdowe powodują losowe zmiany odległości perihelium na takich bardzo wydłużonych orbitach. Jakkolwiek częściej dochodzi jego zdaniem do zwiększenia odległości perihelium do bardziej "bezpiecznych" wartości to możliwe jest też radykalne zmniejszenie tej odległości. Można w ten sposób wskrzesić hipotezę o wspólnym pochodzeniu komet i całego układu planetarnego, pod warunkiem że na początku powstało dostatecznie dużo komet o dużych odległościach perihelium. Komety takie nie podlegają dezintegracji w okresie porównywalnym z wiekiem Układu Słonecznego a perturbacje gwiazdowe mogą sprowadzać je w okolice Słońca dostarczając wciąż nowych komet bliskoparabolicznych w miejsce ulegających zniszczeniu.

W ten sposób Opik uprzedził w kilku istotnych punktach późniejszą hipotezę Oorta (1950). Inny aspekt teorii Laplace'a, mianowicie izotropowy rozkład orbit bliskoparabolicznych w przestrzeni stał się znów przedmiotem zainteresowania. Wielu naukowców przeprowadzało subtelne badania rozkładu kierunków periheliów i apheliów komet bliskoparabolicznych (Pickering 1911, Jantzen 1912, Edington 1913, Oppenheim 1922, Bourgeous i Cox 1934).

Jakkolwiek dane wciąż pozostawiały wiele do życzenia i obciążone były nie do końca rozumianymi efektami selekcji obserwacyjnej, wszyscy autorzy dopatrywali się niewielkich odstępstw od pełnej izotropii. Odchylenia te skorelowane były nie z ekliptyką, co mogłoby wynikać ze związków genetycznych z Układem Słonecznym, lecz z równikiem galaktycznym i kierunkiem ruchu Słońca. Te wyniki, np galaktyczna koncentracja wykazana przez Armelliniego (1922) stały się dodatkowym argumentem na rzecz teorii międzygwiazdowego pochodzenia komet.

W połowie lat trzydziestych kolejne wysuwane argumenty rozpalały debatę: międzygwiazdowe czy słoneczne. Liczba argumentów wydawała się wyrównana. Jeżeli komety powstały razem z całym Układem Słonecznym to ich krótki czas życia zmusza do zakładania wielkiej ich początkowej ilości na nieobserwowalnych orbitach. Jeśli natomiast komety są pochodzenia międzygwiazdowego to po pierwsze musielibyśmy być właśnie świadkami skutków ostatniego takiego wychwytu i trzeba zakładać istnienie gęstych obłoków kometarnych dla uzyskania obserwowanej liczby komet. Co prawda zaproponowano alternatywne teorie wychwytu, zakładające istnienie wokół naszego systemu gęstego ośrodka hamującego jednakże wydawały się one sztuczne. Obie teorie opierają się więc na niepotwierdzonych założeniach i mechanizmach.

Gwałtowny wyrzut

Następna dekada, aż do połowy dwudziestego wieku, nie doprowadziła do ustalenia poglądów na naturę komet bliskoparabolicznych. Pochodzenie komet krótkookresowych uznano natomiast za rozstrzygnięte. Powszechnie sądzono, że powstają one z komet długookresowych w procesie wychwytu przez perturbujące oddziaływanie Jowisza. Pomimo to kilku zagorzałych przeciwników wciąż pozostało (np. Orlov, Vsekhsvyatski). Pierwszy z wymienionych, Orlov (1939) zaproponował, że struktura pyłowego warkocza komety może być objaśniona przez założenie, że komety zderzają się z cząstkami meteorytowymi. Gwałtowne zderzenia powodują erupcje pyłu z jądra komety. Orlov proponował dalej, że same komety mogą być rezultatami zderzeń planetoid z wielkimi meteorytami. Skłaniał się więc jakby ku hipotezie Lagrange'a. Vsekhsvyatski z drugiej strony do śmierci popierał oryginalną hipotezę o wybuchach na planetach. W pierwszych badaniach, ok. 1930 prezentował modele wulkanicznej aktywności na Jowiszu i Saturnie. W latach pięćdziesiątych zmodyfikował tę teorię przenosząc wulkany na księżyce tych planet. Oszacował on, bazując na poglądach o rozpadzie komet, ilość materii wyrzuconej z planet pod postacią komet na 0.001 - 0.01 masy Słońca. Ilość ta wydawała się nie do zaakceptowania dla większości astronomów.

Literatura:

[1] Bailey, Clube i Napier, The Origin of Comets, Pergamon Press, 1990. oraz odnośniki literaturowe tam zawarte

[2] Yeomans D.K., Comets, J.Wiley & Sons, New York, 1991.

[3] Hurnik H., Kometa Halleya, PWN, 1985

[4] Marks A., Pod znakiem komety, Wydawnictwo Śląsk, 1985

[5] Ziołkowski K., Bliżej komety Halleya, Wydawnictwo Alfa, 1985

[6] Ley W., W niebo wpatrzeni, PIW,1984

Patrz również:

Dodatek: Zestawienie teorii kometarnych do połowy XIX w.

Poniższa tabelka sporządzona jest na podstawie [1], str.127, table 6.1.

TeoriaAutorData (około)
Ziemskie ciała pokrewne planetomBabilończycy2000 BC
Ogniste zjawiska atmosferyczneBabilończycy2000 BC
Wyrzuty z ognistych zawirowańAnaksymander575 BC
Płonące chmuryKsenofanes550 BC
Koniunkcje planetarneAnaksagoras450 BC
Wyjątkowe obrazy planetPitagorejczycy450 BC
Rodzaj planetyHipokrates430 BC
Odbite światło słonecznePitagorejczycy430 BC
Łańcuchy ciał ( gwiazd )Diogenes430 BC
Łańcuchy niewidocznych planetArtemidorus400 BC
Ogniste zjawiska atmosferyczneArystoteles350 BC
Odbicia od wysokich chmurHeraklides350 BC
Chmury silnie oświetlone SłońcemMetrodorus330 BC
Ciała niebieskieApolloniusz330 BC
Koniunkcje gwiazdZeno300 BC
Gwiazdy otoczone chmuramiStrato290 BC
Zniekształcone obrazy gwiazdPanaetius130 BC
Gwałtowne, ogniste wiatryBoethus100 BC
Ogniste ciała niebieskieSeneka50 AD
Wyziewy z planetTycho1600 AD
Ciała niebieskieKepler1600 AD
Odbite światło słoneczneGalileusz1600 AD
Opary wyrzucane ze Słońcanieznany1620 AD
Opary wyrzucane z planetHeweliusz1680 AD
Opary wyrzucane z gwiazdCassini1680 AD
Ciała pokrewne planetomHalley, Newton1680 AD
Ciała pokrewne planetomBuffon, Kant1760 AD
Ciała międzygwiazdoweLaplace1800 AD
Skutki wybuchów na planetachLagrange, Brewster1810 AD
Creative Commons License





Edytuj